RSS Feed

Kobiety – Usłysz mój głos

Posted on

Vivian Walker – Córka Jednego z Nich/Anioł Lucyfera

Ulica. Miejsce najgorsze dla dziecka. Dla dziewczyny. Tam się wychowałam, skoro nie było nikogo, kto mógłby się mną zająć. Czy kogoś to obchodziło? Nie. By przetrwać, musiałam się upodlić. W rękach innych byłam tylko przedmiotem, zabawką, która odczuwa ból, ale kogo to obchodzi? Ulicznica, dziwka. Nikt się nie przejmował konsekwencjami upojnej nocy.
Mnie nie czeka macierzyństwo, ale zbyt wiele już widziałam. Uliczne dzieci z brzuchami błagające o litość. Ileż ulicznic traciło dzieci, nim je urodziło? Zbyt wiele. Jeszcze więcej same robiły wszystko, by niechciany kłopot zniknął. I żadnej opieki medycznej. Wykrwawiały się w bólach, bo coś poszło źle. A porody? Nie chcę sobie tego nawet przypominać. W zaułku, w ruinach, na zimnym betonie, wśród śmieci. Jeśli ktoś z bandy wiedział cokolwiek, było łatwiej, ale czasami nie było nikogo, kto chociażby wsparł taką dziewczynę psychicznie. Ból i strach – tego nauczyła nas dziewiętnastowieczna ulica. Read the rest of this entry

Epilog

15 lat później

Ciepły, letni wieczór objął Londyn swoimi ramionami, obserwując poczynania ludzi: zarówno mugoli jak i czarodziei. Pokątna żyła do późna, kawiarnie i restauracje pełne były gości, którzy dyskutowali na różne tematy, a w szczególności na jeden bardzo aktualny i zadziwiający.
Pod jedną z kamienic pojawiło się dwóch czarodziei zdziwionych swoim spotkaniem. Nie umawiali się na to, jakoś tak wyszło.
– Potter.
– Profesor Snape. Dawno pana nie widziałem.
– Chyba ci tego nie brakuje.
– Będziemy tu tak stać? Read the rest of this entry

Rozdział 37. Wyroki Gwiazd

Trójka Gryfonów wykonała polecenie Emily, która zaczęła przekazanie. Czuła jak opuszczają ją wszystkie siły, ale nie zamierzała jeszcze mdleć. Bała się tylko, czy „przekaźniki” dadzą sobie radę. Przecież to potężna dawka magii, która mogła zabić wszystkich dookoła.
Voldemort uśmiechnął się, gdy poczuł magię Gwiazd wypełniającą jego ciało. Potęga, której zawsze pragnął, stała się faktem. Czuł, że może wszystko. Nawet zabicie Harry’ego przestało mieć aż takie znaczenie. To tylko wisienka na torcie.
Gdyby Draco jej nie złapał, Emily runęłaby na ziemię. Przekazanie wyczerpało ją doszczętnie. Stała się teraz zwykłą osobą o ciele zrodzonym z Gwiazdy. Nic jednak nie mogła zrobić. Resztę pozostawiła Harry’emu, koło którego przeszli, gdy Malfoy prowadził ją na podwyższenie, żeby na moment usiadła. W głowie blondyna tworzył się już plan ucieczki. Nie miało znaczenia, czy Emily jest magiczna czy nie. Po prostu chciał z nią być. Read the rest of this entry

Rozdział 36. Inwazja

Zbliżał się koszmar, który miał wszystko zmienić. Decyzja zapadła, przygotowania zakończono, Emily została poinformowana, co ma zrobić następnego dnia o zmierzchu. Słuchała Voldemorta z nieprzeniknioną miną, czując tuż za sobą obecność Dracona. Teraz już znali swoją sytuację.
– A co później ze mną będzie? – zapytała.
– Przestaniesz być potrzebna. To chyba oczywiste, prawda?
– Z tobą nigdy nic nie wiadomo.
Drgnęła nerwowo, gdy dwa kroki od niej pojawiła się Nagini. Od zawsze bała się węży, a pupilka Voldemorta dodatkowo budziła w niej przerażenie. Czarny Pan zasyczał coś do zwierzaka, który spojrzał na dziewczynę. Gdyby nie obecność Dracona, uciekłaby z krzykiem, rujnując swoją lichą pewność siebie. Zwierzę jednak nie ruszyło w jej stronę, lecz podążyło do swego pana.
– Spraw się, Gwiazdeczko, to może oczy Nagini nie będą ostatnią rzeczą, którą zobaczysz – zakpił. – Zabierz ją, Draco. Wezwę was, gdy nadejdzie czas.
– Tak, mój panie.
Blondyn skłonił się przed Voldemortem i z Emily wrócił do jej pokoju. Dziewczyna była odrobinę bledsza, ale nie skarżyła się na nic. Usiadła na łóżku, przyciągając do siebie nogi. Oparła głowę na jego ramieniu, gdy ją objął.
– Boisz się? – zapytał.
– Staram się o tym nie myśleć, ale nie wiem jak powinnam spożytkować te ostatnie godziny. Oni tam zrobią rzeźnię, jeśli im na to pozwolę, ale jeśli tego nie zrobię, stracę ciebie, stracę powód do życia. Read the rest of this entry

Rozdział 35. Kroplą krwi

Brama zamczyska wydawała się dużo straszniejsza niż dotychczas. Emily była dość blada, ale bardziej ze strachu niż słabości. Gdy jednak spojrzała w oczy Dracona, uśmiechnęła się lekko. Była gotowa na to, co ma się wydarzyć w siedzibie Voldemorta.
Noc spędzona z ukochanym chyba dodała jej sił psychicznych na to starcie. Narcyza nie miała pojęcia, co się wydarzyło i tak miało pozostać. Nie żałowali tego, choć Emily chwilami czuła wyrzuty sumienia. Ma przecież umrzeć, a on pozostanie wśród żywych, cierpiąc z jej powodu. Nie podporządkowywała się jednak tym myślom, chcąc stanąć przed wrogiem w jak najwyższej formie. Nie pozwoli się złamać.
– Wszystko jest już przygotowane – poinformował ich jeden ze śmierciożerców. – Możesz ją zaprowadzić do pokoju, gdzie będzie mieszkać.
– Czarny Pan nie życzył sobie spotkania z Sercem? – zapytał Draco.
– Na razie ma inne sprawy na głowie. Wezwie was w swoim czasie. Read the rest of this entry

Rozdział 34. Krew Niewinnych

Dwa dni później Lucjusz nadal nie pokazywał się w domu, a własnego syna określał najgorszymi epitetami jakie był w stanie wymyślić. Chłopak miał to gdzieś, nie zamierzał się tym zajmować, bo na głowie miał leczenie Emily. Snape nie mógł się tym zająć, bo musiał być w Hogwarcie na lekcjach.
Draco prawie cały czas przesiadywał u Emily, ale nawet jej obecność nie łagodziła jego gniewu. Może nie obchodziło go, co ojciec mówi o nim, ale nie mógł mu wybaczyć ataku na brunetkę. Gdyby potrwało to jeszcze chwilkę, straciłby ją na zawsze. Nie był w stanie nawet myśleć o tym bez gniewu.
Siedział na parapecie okna, obejmując brunetkę wygodnie o niego opartą. Westchnął ze zrezygnowaniem. Miał już dość.
– Nie myśl o tym – powiedziała cicho. – To już minęło.
– Następnym razem może cię zabić.
– Draco…
Nie potrafiła powiedzieć mu, że i tak zginie z ręki Voldemorta, to tylko kwestia dni. Nie chciała go załamać nadchodzącą przyszłością ani pchnąć w coś głupiego. Byłby w stanie przeciwstawić się Czarnemu Panu dla niej, ale to skończyłoby się niechybnie jego śmiercią. Na to pozwolić nie mogła. Read the rest of this entry

Rozdział 33. Kim dla mnie jesteś?

Minęło kilka godzin odkąd Snape zabrał Emily do Czarnego Pana. Draco chodził niespokojnie po salonie obserwowany przez Narcyzę. Żadnemu nie przeszkadzała późna pora. Każdy dźwięk alarmował chłopaka, przez co drgał nerwowo. Bał się o dziewczynę, która spotkanie z Czarnym Panem mogła przypłacić życiem.
Wiedziałeś, kim jest i jaki los ją czeka. Czemu się łudzisz, że dane obietnice mają znaczenie? Ona nie należy już do twojego prywatnego świata iluzji.
To wszystko było i jest prawdziwe. Nie mógł jej tak po prostu stracić. Tylko ona wyciągnęła do niego rękę, gdy już nie widział nadziei na lepszy los. Pokazała mu inny świat, do którego może należeć bez obaw o to, kim jest. Przecież już nie musi wierzyć, że czeka go tylko los śmierciożercy.
Karmiła Cię złudzeniami, a jednocześnie pilnowała, żebyś nie odkrył jej prawdziwej twarzy. Zwodziła Cię, pewnie sama nie wierzyła w to, co mówiła. Jest taka jak wszyscy wokół.
Nie wierzył w to. Jej uczucia były szczere, pocałunki prawdziwe. Nie oszukiwała, nie kłamała. Owszem, bała się o swoje życie, ale rozumiał to. Na jej miejscu też by się nie odkrywał przed kimś takim jak on: niepewnym i chwiejnym w przekonaniach. Powoli jednak ufała mu coraz bardziej, dała szansę na inne życie i w końcu pokochała.
Oprzytomnij, Draco. To nie jest bajka, Ty nie jesteś księżniczką w wieży czekającą na ratunek, a ona rycerzem na białym koniu. Wasze uczucie nie liczy się w realnym świecie, gdzie zasady ustala Czarny Pan. Póki tu była, mogłeś udawać, że to wszystko jest prawdziwe, ale trzeba się obudzić z pięknych snów. Read the rest of this entry